Strona główna O mnie Co u nas słychać

Co u nas słychać

0
0

Kiedyś zapytał mnie ktoś, co stanie się z Mamalandią, kiedy dorosną moje dzieci. Odpowiedziałam, że będzie istnieć nadal, tylko prawdopodobnie zmieni swoją formę i teksty będą dotyczyć tematów niekoniecznie związanych z macierzyństwem. Coś się zmieniło?

No właściwie nie. Nadal będzie miała formę bloga parentingowego, bo przecież wciąż jestem mamą. Oczywiście dwóch moich synów to już poważni mężczyźni 😉 Potrafią stuknąć nogą i nieraz postawić na swoim. Chodzą do szkoły, pilnie się uczą, a na horyzoncie pojawiły się nawet pierwsze miłości 😉 Aluś w sierpniu skończył 9 lat i jest wzorowym trzecioklasistą. Na każdym szkolnym zebraniu policzki bolą mnie od uśmiechu. Nie mylcie ze śmiechem, bo w tej kwestii zdecydowanie wygrywa moja średnia latorośli. Mateuszek w tym roku skończył 6 lat i jest debiutującym uczniem. Muszę przyznać, że niezłe z niego ziółko. Oj  potrafi focha pokazać, ale uwierzcie mi – ciężko gniewać się na kogoś, kto jest tak przezabawny, zawsze uśmiechnięty i potrafiący rozśmieszyć nawet największego gbura. Oczywiście bywają momenty, że coś porządnie zbroi, jak każde dziecko. Ma jednak swoje sposoby na złagodzenie sprawy. Robi minę  à la kot ze Shreka, a ja momentalnie wybucham śmiechem. Ja, jak ja – w końcu mama, ale wyobraźcie sobie, że  nawet tata miewa problem z utrzymaniem kamiennej twarzy. Próba poważnej rozmowy i wyjaśnienia sobie tego i owego momentalnie lega w gruzach.

Obydwaj chłopcy potrafią dać nieźle w kość – mi, tacie, no i sobie nawzajem. Dlaczego? A to dlatego, że są właśnie na etapie kłótni i dokuczania sobie nawzajem. Kto nie ma doświadczenia w tej kwestii, wyjaśniam – dwóch chłopców w wieku 9 i 6 lat to tykająca bomba, którą ciężko rozbroić bez interwencji doświadczonego sapera, czyli taty.

– Mama, a Alek nie chce mi pokazać tego

– Mama, a Mateusz specjalnie zasłania mi telewizor

– Mama, a Alek po mnie papuguje

– Mama, a Mateusz nuci piosenki jak ja nie chce…

pilkaI ciągle tylko mama i mama. Naprawdę można zbzikować. Niestety moje próby pokojowego załatwienia sprawy, czy nawet mina rodem ze Shreka (licząc, że się zlitują i trochę odpuszczą) rzadko kiedy pomagają. Bez pomocy taty naprawdę ciężko ujarzmić tych łobuzów 😉 , ale ale… Na szczęście jest coś, w czym doskonale się zgadzają. Piłka nożna. O tak! Wystarczą dwa magiczne słowa „Idziemy na trening” i „Oglądamy mecz”. Jak do tego dorzucimy jeszcze „Niedługo macie turniej” to wzajemne, braterskie przytulanki, podskoki i okrzyki radości nawet sąsiedzi słyszą. Obydwaj trenują i poza piłką świata nie widzą. Oczywiście wiem, że to ich najukochańsze zajęcie, ale uwierzcie mi, ta miłość czasami może wyprowadzić z równowagi. Bez piłki ani rusz. Na boisku, na spacerze, u kolegi, a nawet w domu nie obędzie się bez chociażby jednego kopnięcia. A jak nie ma piłki? Oczywiście jest rozwiązanie – zośki, balony i inne, wszelkiego rodzaju okrągłe, dostępne przedmioty.

niemowlak-02Jest jeszcze jedna rzecz, dzięki której w domu nastaje niebiański spokój. Opieka nad Filipkiem – naszym najmłodszym członkiem rodziny. Są doskonałymi, starszymi braćmi. Tulą, całują, lulają, przebierają i szykują do kąpieli. Zmieniają się nawzajem, a ja dzięki temu mogę spokojnie posprzątać, wywiesić pranie i ugotować obiad.

No właśnie – tak wygląda mój dzień. Pranie, gotowanie, sprzątanie. Przebywam teraz na urlopie macierzyńskim i właściwie można by powiedzieć, że jestem statystyczną matką polką, ale proszę mnie nie mylić z kurą domową 😉 Co prawda nie jestem na etapie spotkań z koleżankami i planowania imprezowego weekendu, ale potrafię sobie znaleźć inne zajęcie niż wychodzenie po bułki do sklepu i zaprowadzenie dzieci do szkoły. O… chociażby teraz. Filipek śpi, Aluś z Mateuszkiem w szkole, a ja sobie piszę. Teoretycznie po nieprzespanej nocy mogłabym pójść w kimono, jak Filip. Ja jednak wolę zrobić sobie kawę, usiąść i uwolnić endorfiny, pisząc. Nie jest to fryzjer, ani kosmetyczka, bo rzeczą, która naprawdę mnie odpręża jest przelewanie myśli „na papier”. Mam głowę pełną pomysłów, ale niestety nie wszystkie da się zrealizować. A może po prostu czekają na swoją kolej? Jednym z nich jest powstanie vloga, choć skłamałabym gdybym nie przyznała, że ten pomysł podsunął mi mąż. Już spory czas temu, ale jakoś nie mogłam się przekonać. Dopiero teraz, kiedy powstała nowa Mamalandia, postanowiłam spróbować.

Powstał już pierwszy film. Wyszedł, jak wyszedł. Byłam kompletnie nieprzygotowana, bez ułożonego scenariusza i koncepcji co w ogóle powiedzieć. Możecie się domyślić, że nie jest on profesjonalnym arcydziełem współczesnej kinematografii 😉 No, ale tak miało być. Jest spontaniczny, zakręcony, śmieszny i absolutnie naturalny. Oczywiście mąż montował, ale żaden kawałek nagrania nie został wycięty. Wszystko wrzuciliśmy jak leci. I co wyszło? Wyszła przezabawna, prawie zapowiedź Mamalandii. Przy nagrywaniu chłopcy pomagali, kot przeszkadzał, ja próbowałam coś powiedzieć, a Filip za to mówił za dużo. Tak czy inaczej, jakoś poszło. Efekty poniżej. Kolejny odcinek planujemy na najbliższą niedzielę – wciąż bez pomysłu. Może znowu będzie śmiesznie?

  • Blog parentingowy?

    Udostępnij...400Mialam pisac o czym są blogi parentingowe, ale odpowiedź jest chyba dość o…
  • Zaczynamy od nowa

    Udostępnij...010Witajcie To jest mój pierwszy wpis na nowej Mamalandii. Jeżeli nie wiecie …
Pokaż więcej podobnych postó
  • Blog parentingowy?

    Udostępnij...400Mialam pisac o czym są blogi parentingowe, ale odpowiedź jest chyba dość o…
  • Zaczynamy od nowa

    Udostępnij...010Witajcie To jest mój pierwszy wpis na nowej Mamalandii. Jeżeli nie wiecie …
Pokaż więcej  O mnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też

Blog parentingowy?

Udostępnij...400Mialam pisac o czym są blogi parentingowe, ale odpowiedź jest chyba dość o…