Strona główna Dziecko Edukacja w Polsce – czego jej brakuje?

Edukacja w Polsce – czego jej brakuje?

1
0

Zastanawialiście się, jak Edukacja w Polsce wypada na tle innych krajów? Delikatnie mówiąc – jest po prostu niestabilna. Nie sposób zliczyć lat, od kiedy poddawana jest licznym eksperymentom.  Logicznie rozumując odbija się to niestety na jakości nauczania. Mimo to Polska zajmuje dość wysokie miejsce zarówno w Europie, jak i na świecie wśród najlepszych  systemów edukacji (zgodnie z rankingiem z 2014).

Już od jakiegoś czasu toczy się burzliwa dyskusja na temat planowanych zmian w polskim systemie edukacji. Likwidacja gimnazjów i przywrócenie liceów o charakterze ogólnokształcącym budzi wiele wątpliwości zarówno wśród rodziców, jak i nauczycieli. Ja oczywiście dużego doświadczenia nie mam, a temat aktualnej – nazwijmy to –  „gimnazjalnej” burzy na razie mnie nie dotyczy, to też wypowiadać się nie powinnam. Jednak będąc mamą bacznie obserwuję, jak szkoła wpływa na rozwój moich dzieci. W tej chwili najbardziej mnie interesuje, czy chłopcy chętnie do niej chodzą, czy lubią się uczyć i jak radzą sobie w kontaktach z rówieśnikami, a tymczasem… Wiecie, jakie jest najczęstsze pytanie, prawdopodobnie każdego, rodzica odbierającego dziecko ze szkoły?

 „Co masz dziś zadane?”

Odnoszę wrażenie, że to szkoła wyrobiła w rodzicach taki nawyk. Wiele z nich prawdopodobnie zastanawia się, czy dobro ich dzieci jest rzeczywiście priorytetem? Dyskusja na ten temat jest wciąż żywa, a finalnie i tak okazuje się, że zadania domowe są bez sensu.  Dziecko rozpoczynające edukację szkolną oczekuje przede wszystkim troski i bezpieczeństwa. Wielu pierwszoklasistów trudno adaptuje się w nowym środowisku, a już samo rozpoczęcie nauki jest dla nich stresem – inne otoczenie, nowi nauczyciele i obowiązki jakich do tej pory nie mieli. Ja na szczęście jestem w grupie rodziców, którzy nie muszą stresować się razem z dziećmi nawałem prac domowych i tym, że Aluś i Mateuszek przestaną lubić szkołę. Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że klasy 1-3 mają po prostu  – nazwijmy to – łagodniejszy program zajęć. Nasłucham się jednak opinii rodziców, których dzieci nie mają czasu na zabawę i rozwijanie swoich pasji. Lekcje mają do 15, później spędzają 2h w świetlicy, wracają do domu, zjedzą obiad i znowu siadają do lekcji, bo muszą odrobić pracę domową.

Dlaczego? Może po prostu nauczyciele nie wyrabiają się z programem? Dzieci, nawet te w szkole podstawowej, mają dość mocno przeciążony plan zajęć. Tego, czego nauczyciel nie zdąży przekazać na lekcjach, zostawia dzieciom i rodzicom do zrobienia w domu. Gdzie tutaj odpoczynek? Gdzie czas na zabawę, rozwijanie swoich pasji i zainteresowań? Zwolennicy zadań domowych argumentują, że jest to nauka samodzielności i systematyczności. Czyżby? Przecież tego dzieci uczą się również w innych sytuacjach. Osobiście nie jestem za całkowitym odpuszczeniem prac domowych, jednak wszystko z umiarem i z możliwościami dziecka.

Każdy kraj ma oczywiście dowolność w systemie nauczania i każdy z nich naturalnie różni się od siebie. Czym zatem charakteryzują się te „najlepsze” systemy?

Kryteria oceny– czy na pewno są właściwe?

W czołówce znajdują się kraje azjatyckie – m.in. Korea Południowa, Japonia i Singapur. Uczniowie osiągają tu ponadprzeciętne wyniki w nauce.  Zastanawiam się jednak, czy doskonałe wyniki testów kompetencji  są dobrym wyznacznikiem do oceny. Kraje azjatyckie, zwłaszcza Korea, słyną z olbrzymiej, społecznej presji do nauki. Podobno do sukcesu można dojść tylko ciężką pracą. No można, ale jakim kosztem? Uczniowie w Korei uczą się okrągły rok. Poza szkołami publicznymi, są też uczelnie prywatne, które „edukują” po lekcjach. No i jeszcze olbrzymie przywiązywanie wagi do  egzaminów. W dni tych najważniejszych (państwowy egzamin maturalny) wokół szkół panuje absolutna cisza, a najważniejsze instytucje (sklepy, banki, nawet GPW) otwierane są później niż zwykle.

Podobnie jest w Japonii. Rok szkolny trwa od kwietnia do marca. Poza nauką, do obowiązków ucznia należy sprzątanie – w salach, na korytarzach i w toaletach. W Japonii teoretycznie jest 5 tygodni wakacji letnich i 2 tygodnie zimowych. Tylko jakie to wakacje, kiedy również w tym czasie uczniowie mają do odrobienia liczne prace domowe i muszą uczęszczać na pozalekcyjne kółka zainteresowań. Kiedy czas na odpoczynek?

Niewiele różni się edukacja w Singapurze i Hongkongu – kult do nauki, potężna presja nie tylko nauczycieli, ale również rodziców, którzy uważają że ciężka praca i wysoka ocena z egzaminu mogą otworzyć drzwi do najlepszych szkół w kraju.

Uważacie, że to są najlepsze systemy edukacji? Dzieci nie mają w ogóle czasu dla siebie. A co, jeżeli dziecko ma inne predyspozycje? Po co na siłę robić z dziecka naukowca, skoro doskonale radzi sobie, np. z koordynacją ruchową i kocha sport.

Wydaje mi się, że mało kto zdaje sobie sprawę z konsekwencji jakie niesie ze sobą takie parcie na naukę. Wiele uczniów nie daje rady, co ma swoje odzwierciedlenie w innych „rankingach”. Najczęstszą przyczyną śmierci wśród nastolatków (15-24 lat) są tutaj samobójstwa.

Polska na szczęście daleka jest od takich metod nauczania. Czy jednak możemy porównać się z innymi przodującymi krajami? No chyba nie.

Istnieje dobry system edukacji?

Pewnie nie doskonały i idealny, ale dobry. Finlandia. Ciężko porównywać jej system do azjatyckiego, a też plasuje się w czołówce. Czym się wyróżnia? Dzieci rozpoczynają edukację, jak w Polsce, w wieku 7 lat. Różnica w stosunku do nas jest jednak taka, że uczniowie aż do 14 r.ż. nie są egzaminowani. Nauczyciele starają się też nie zadawać prac domowych. Wychodzą z założenia, że w pierwszych latach nauki nie liczą się wyniki na egzaminach. Uwagę przywiązują  przede wszystkim do zachęcenia uczniów do nauki i rozwoju w kierunku swoich pasji. Częścią nauki jest też zabawa, a nauczyciel „pracuje” z uczniem na zasadach partnerstwa. Uczniowie dość szybko mogą samodzielnie decydować o kierunku własnego rozwoju i już w szkole średniej wybierają interesujące ich kursy.

Bezstresowym systemem może pochwalić się również Holandia. Nauka obowiązkowa jest tutaj w szkole podstawowej (dzieci w wieku 5-12 lat). Uczniowie nie opuszczają lekcji, bo nie są obarczane pracami domowymi, a szkoły mogą samodzielnie układać własne programy edukacyjne i wybierać metody nauczania. Wszystko to przekłada się na fakt, że holenderski uczeń po prostu z przyjemnością przychodzi do szkoły.

W Niemczech obowiązek nauki wynosi 10 lat, ale już po 4 latach dzieci kierowane są przez nauczycieli do szkoły średniej odpowiadającej ich predyspozycjom i zdolnościom.

Edukacja w Polsce, czy za granicą?

No niestety, pod względem finansowania edukacji, Polska jest daleko w tyle. Nic zatem dziwnego, że  młodzi coraz częściej decydują się na przeprowadzkę do innego kraju, zarówno w celach edukacyjnych jak i zawodowych.

W Finlandii cała edukacja finansowana jest przez Państwo, uczniowie nie płacą nawet za prywatne uczelnie (których zresztą jest niewiele). Co ciekawe – zabronione jest  udzielanie płatnych korepetycji. Uczeń mimo to zawsze może liczyć na dodatkową pomoc w trakcie zajęć. Bezpłatny jest też transport do szkoły i posiłki między lekcjami. Przywileje mają też nauczyciele – w szkole spędzają 4 h dziennie, a 2 razy w tygodniu doskonalą swoje umiejętności biorąc udział w kursach finansowanych przez państwo.

Szkolnictwem wolnym od opłat, łącznie z materiałami do nauki, posiłkami i transportem do szkoły może pochwalić się też Szwecja i Szwajcaria.

Również w Holandii szkoły podstawowe mają zapewnione wszystkie niezbędne materiały. Rodzice nie muszą zatem wydawać, często niemałych, pieniędzy na skompletowanie wyprawki dla ucznia.

Rankingi, rankingami, ale…

Po co te rankingi? Dla mnie najważniejsze jest, żeby dzieci chętnie chodziły do szkoły i z przyjemnością się uczyły – bez zbędnego narzucania „z góry”. Chciałabym, aby po szkole miały czas na odpoczynek i rozwijanie swoich pasji. Na razie nie mogę narzekać na nawał prac domowych i konieczności czytania lektury za lekturą, ale Aluś i Mateuszek chodzą do III i I klasy. Nie wiem, co będzie dalej. Podoba mi się system z Finlandii, ale nie ukrywajmy – tam Państwo stwarza znacznie lepsze warunki do nauki. Ciężko to zatem porównywać. Nie widzę jednak nic złego w próbie dążenia do takiego systemu. Nawet jeżeli nie jest idealny, jest na pewno lepszy. Dzieci powinny być przede wszystkim zachęcane do nauki. Potem łatwiej im będzie, z pomocą nauczyciela, obrać właściwy kierunek. Nie wydaje mi się, że  struktura budowy pantofelka mogłaby się przydać dziecku, które ma sportowe zainteresowania i predyspozycje 😉

I jeszcze jedno spostrzeżenie na koniec. Po prostu nie mogłam się powstrzymać…

Czy moje dzieci mogłyby w przyszłości konkurować na rynku pracy z zagranicznymi rówieśnikami, kiedy lekcji języka angielskiego jest tyle samo, co lekcji religii?  

 

 

 

Pokaż więcej podobnych postó
Pokaż więcej  Dziecko

Jeden komentarz

  1. […] Zobacz też Edukacja w Polsce – czego jej brakuje? […]

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też

Skończył się urlop macierzyński. Co dalej?

Skończył się urlop macierzyński. Wykorzystałaś już wszystkie możliwe dni, które nazbierały…