Strona główna Dziecko Dzieciństwo dawniej, dzieciństwo dziś

Dzieciństwo dawniej, dzieciństwo dziś

6
0

Kiedyś wyznacznikiem dobrej zabawy były brudne spodnie, siniaki i zdarte kolana, a największym zmartwieniem to, czy zdąży się do domu na dobranockę. Dzisiaj są Xboxy, tablety, laptopy i Iphony. Jest Wi-fi i gry online. Dzisiaj rodzice muszą używać solidnych argumentów, żeby dziecko wyszło na świeże powietrze i spotkało się z kolegami „w realu”. Jakie dzieciństwo było dawniej, a jakie jest dziś?

Zabawa

Kiedyś w zabawie pomagała wyobraźnia. Koc, poduszki, krzesła i stół były najlepszym materiałem do zbudowania bazy. Na podwórkowe zabawy brało się piłkę i skakankę, a najfajniejsze były wycieczki rowerowe i wspólny wypad na łyżwy. Kiedy nie miało się przy sobie kompletnie nic i tak znalazło się dziesiątki pomysłów na zorganizowanie wolnego czasu. Na dworze dzieci bawiły się do późnych godzin wieczornych. Mama nie wysyłała smsa „Chodź na obiad”. Po prostu otwierała okno w kuchni i wołała. Najfajniejsze były gry w klasy i w gumę, a największym problemem krzywa kierownica w rowerze. Z dworu przychodziłam w dziurawych spodniach i z obtartymi kolanami, bo wspinałam się wysoko po drzewach, a jakoś nic mi się nie stało.

Zdrowie i bezpieczeństwo

Słyszeliście w tamtych czasach o foteliki samochodowych? No nie było. Na wakacje jechało się na kolanach mamy, a młodsza kuzynka jechała za tylnym fotelem, między nogami ciotki. Wyobrażacie sobie dzisiaj dziecko jadące samochodem bez fotelika? Zaraz mandat i wytykanie palcami, bo przecież to niebezpieczne. Oczywiście sama nie wyobrażam sobie, żeby Aluś, Mateuszek, a tym bardziej Filip jechali u mnie na kolanach. Zgodzić się jednak trzeba, że kiedyś rodzice nie zwracali na to uwagi, a mimo to dzieci dojechały na miejsce całe i zdrowe.

Spójrzmy teraz na łóżeczka. Dzisiaj te bez odpowiednich atestów nie mogą być dopuszczone do sprzedaży. Podobnie jest z placami zabaw. Nikt nie otworzy placu bez przeprowadzenia kontroli bezpieczeństwa. Czy kiedyś był taki twór jak Zarządca Placu Zabaw? Czy urządzenia były regularnie sprawdzane, a ich nieprawidłowości zgłaszane odpowiednim instytucjom?

Zabawek też było niewiele. Dzieci bawiły się tym, co miały pod ręką. Patyki, łyżki, czasami nawet ostre przedmioty. Jakoś nikt z tego powodu nie robił afery. Skaleczyłeś się? Masz nauczkę i teraz będziesz wiedział, że to nie jest odpowiednia rzecz do zabawy. Podobnie z meblami. Kiedyś stoły i komody nie miały zabezpieczeń. Dziecko po prostu wiedziało, żeby uważać na rogi.
Na rowerze jeździło się bez kasku, bez ochraniaczy niemal na każdej części ciała i bez milionów odblasków. Bywało też, że rower nie miał hamulców. W końcu od czego ma się pięty?

A co ze zdrowiem? Piliście wodę z kranu? Ja owszem. Ba! Doskonała była też ta prosto z węża ogrodowego. Dzisiaj kranówa podobno nie jest najgorsza, a jednak mało kto ją pije. Podobnie ze słodyczami. Czy rodzice Wam ich odmawiali? Ja nic takiego nie pamiętam. Kiedyś można było zjeść niekończąca się ilość czekoladek i cukierków, a o otyłości nie było mowy. Dzieci po prostu nie siedziały w domu przed komputerem tylko biegały na świeżym powietrzu.

W dzieciństwie miałam mnóstwo zadrapań, obtarć na kolanach, guzów i siniaków, ale nic mi nie było. Mama nie biegła do apteki po maść na stłuczenia, a ja nie przyklejałam sobie plastrów na zdarte kolana. Wszystko było zupełnie naturalne i świadczyło po prostu o dobrej zabawie. Dzisiaj o tej „dobrej” zabawie świadczą odciski na palcach od telefonów i tabletów.

Szkoła

Czy kiedyś były elektroniczne dzienniki? No nie było. Rodzice natomiast o ocenach swoich dzieci dowiadywali się raz pół roku. No, a co można powiedzieć o nauczycielach? Wtedy byli autorytetem. Dzisiaj walczą o przetrwanie, bo to uczeń ma więcej praw niż oni. Odnoszę wrażenie, że aktualnie szkoła nie uczy, nie wychowuje. Uczniowie robią co chcą, a nauczyciel tylko patrzy z boku, bo nic im nie może zrobić. Pamiętacie kary w podstawówce? Siedzenie w ławce z dziewczyną, albo chłopakiem. No i pały z matematyki. Ci sprytni, o ile wiedzieli jakiego długopisu używa nauczyciel, poprawiali je w dzienniku.

Zobacz też Edukacja w Polsce – czego jej brakuje?

Kiedyś vs dziś

Pamiętam, jak wracałam do domu zmęczona, ubabrana, niejednokrotnie z dziurą w spodniach, ale zadowolona z dobrej zabawy. Nie miałam telefonu, a jednak wiedziałam gdzie znajdę Kasię, czy Basię. Nie pisałam sms, czy koleżanki wyjdą na dwór. Wystarczyło parę kroków i dzwonek przy furtce. Bawiliśmy się w chowanego, w berka, albo w podchody. Budowało się bazy z rzeczy znalezionych na śmietniku, a kiedy się zgłodniało – jadło się czereśnie i mirabelki prosto z drzewa. Nie było żeli antybakteryjnych i nikt nawet nie myślał o zarazkach. Wyobrażacie sobie dzisiaj rodzica, który daje dziecku nie umyte jabłko? Do dobrej zabawy wystarczyła guma, skakanka, albo kreda (do gry w klasy). Miałam mnóstwo koleżanek i kolegów. Kiedyś znałam praktycznie wszystkich ze swojej okolicy, a dzisiaj? Nie mogę skojarzyć sąsiada z 5 czy 6 piętra. Nie było też Facebooka przez którego giną fajne znajomości, bo spotykacie się tylko „online”. Nie było Instagramów i Youtube, nie musieliście więc się martwić, że Wasze wyskoki trafią do sieci.

Moje dzieciństwo było beztroskie. Sama chodziłam i sama wracałam ze szkoły, a mama ze spokojem wysyłała mnie po bułki do sklepu. Nie byłam świadoma, wszechobecnych dzisiaj, zagrożeń. Nikt nie musiał kontrolować, jakie strony przeglądam w internecie. Karą dla mnie był zakaz wyjścia na dwór, dzisiaj kara dla dziecka to zakaz gry na tablecie. Dzieci i młodzież licytują się, kto ma lepszego smartfona, który notabene jest trzy półki wyższy od smartfona niejednego rodzica.

Za czasów mojego dzieciństwa nie było komórek, internetu i pieniędzy, a i tak z kolegami i koleżankami bawiłam się, jak na najlepszej imprezie.

Są plusy dzisiejszego dzieciństwa? Zdecydowanie brawa należy bić świadomości dzisiejszych dzieci. Znają numery alarmowe, wiedzą jak się zachować w różnych – nie zawsze przyjemnych – sytuacjach. Otaczający świat jest dla nich bardziej osiągalny – laptopy i internet, który może pomóc w odrobieniu pracy domowej. Smartfony i komunikatory dzięki którym mają lepszy kontakt ze znajomymi. No niby wiele ułatwiają, ale czy do udanego dzieciństwa potrzebne są cuda techniki?

  • Skończył się urlop macierzyński. Co dalej?

    Udostępnij...000Skończył się urlop macierzyński. Wykorzystałaś już wszystkie możliwe dni, …
  • Pracownik-matka

    Udostępnij...200Pracownik-matka to podobno najlepszy pracownik. Jest zorganizowana, perfek…
  • Ile można zarobić na dziecku?

    Udostępnij...800Podobno najlepiej sprzedają się dzieci i zwierzęta, bo wywołują same pozyt…
Pokaż więcej podobnych postó
Pokaż więcej  Dziecko

6 komentarzy

  1. Iwona

    28 listopada 2016 at 19:13

    Jestem pedagogiem w najtrudniejszej dzielnicy Wrocławia. Ja i większość nauczycieli z mojej szkoły każdego dnia wypruwają sobie żyły ucząc dzieci np. tego, że okładanie się po twarzy do krwi nie jest sposobem na rozładowanie emocji. Wkładam w to, co robię w tej szkole i dla tych dzieci więcej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić, rozmawiam codziennie z kilkonastoma uczniami, podejmuje interwencję czasem 3 naraz, jabłko jem przez 3 godziny. Prowadzę warsztaty o zdrowym odżywianiu, radzeniu sobie ze stresem, temperamencie, rozwiązywaniu konfliktów oraz innych milion rzeczy, o których nie mogę ani pisać ani opowiadać. Przykro mi, że ‚masz wrażenie, że szkoła ani nie uczy, ani nie wychowuje’. Bo ja uczę i wychowuję milion razy mocniej niż za czasów, kiedy ja chodziłam do szkoły i na żadnym szczeblu edukacji żaden nauczyciel nigdy ze mną nie porozmawiał, a już na pewno nie szkolny pedagog czy psycholog.

    Odpowiedz

    • Beata

      29 listopada 2016 at 10:29

      Być może źle się wyraziłam, albo źle mnie zrozumiałaś. Wiem, że są nauczyciele i pedagodzy z powołania i wiem, że bardzo angażują się w swoją pracę, tak jak Ty. Mi jednak chodzi mi o szkołę, jako instytucję. Wiem, że jedno z drugim się wiąże, ale zgodzisz się chyba, że nauczyciel nie ma dziś takiego autorytetu jak kiedyś to i niewiele może zrobić (choćby nie wiem jak się starał). Uczniowie robią co chcą, a nauczyciel nie zawsze może interweniować, bo ma z góry narzucone obowiązki i zakres funkcjonowania. Wierzę, że wychowujesz milion razy mocniej, ale kiedyś nie było takich „zagrożeń”. Przez wszechobecną, dostępną technikę (smartfony, tablety, laptopy), dużo wiedzy dzieci i młodzieży pochodzi spoza szkoły – głównie z internetu. Dzisiejsi uczniowie nie postrzegają szkoły tak, jak była ona postrzegana kiedyś. Współczesna szkoła ma znacznie trudniejsze zadanie niż ta sprzed 20, 30 lat to i sprostać tym zadaniom chyba nie jest łatwo?

      Odpowiedz

  2. Mateusz

    29 listopada 2016 at 01:19

    Mam nadzieję, że więcej osób zacznie w ten sposób patrzeć na to, co się dookoła dzieje i kolejne pokolenie będzie chowane mniej sterylnie :), bo czasem obserwując niektórych rodziców mam wrażenie, że najchętniej zamknęliby swoje dzieci w złotej klatce i hodowali niczym kanarki.

    Potem się pojawiają takie przewrażliwione, nieodporne, delikatne i roszczeniowe przypadki, które są przekonane, że wszystko im się należy i zawsze będzie się nimi ktoś opiekował.

    Odpowiedz

    • Beata

      29 listopada 2016 at 10:35

      Czyli tzw. bezstresowe wychowanie :/ Bo jest za mały, bo jeszcze niewiele rozumie… Większość rodziców niestety źle interpretuje to bezstresowe wychowywanie. Pozwalają na wszystko, a to chyba nie o to chodzi, prawda? Dzieci, tak jak wspomniałeś, nie będą potrafiły odnaleźć się w dorosłym życiu. Przykre…

      Odpowiedz

  3. CzarnaSowa

    26 stycznia 2017 at 13:09

    U nas to jest tak, że nasze córki wolą iść na dwór, pobawić się na śniegu niż grać na tablecie, za każdym razem przychodzą ubabrane 🙂 Codziennie mam porozwalane po całym salonie koce i poduszki, bo one ciągle coś kombinują i przyznam się, że czasem cieszę się jak siedzą na sofie i oglądają bajki lub grają na laptopie. Obserwując jednak chociażby dzieci mieszkające po sąsiedzku to tak jak piszesz, da się zauważyć te nudę w ich zachowaniu, nie wiedzą co ze sobą zrobić. Czy np koleżanki mojej córki wychodzą na podwórko wystrojone i z komórką w ręku, a moja córa wychodzi w starszych ciuchach bo wiem, że będzie się świetnie bawić i co za tym idzie, przyjdzie cała brudna 🙂

    Odpowiedz

  4. Karolina / Nasze Bąbelkowo

    26 stycznia 2017 at 13:38

    Mam bardzo podobne spostrzeżenia. Kiedyś nasza mała miejscowość dosłownie tętniła życiem i pełno było w niej biegających, jeżdżących na rowerach lub grających w jakieś gry dzieci. Teraz kiedy wychodzę z synkiem na spacer – niemal zupełnie pusto, choć przecież dzieci nadal się rodzą i jest ich tutaj całkiem sporo. Zwyczajnie siedzą w domach, najprawdopodobniej właśnie przy tych wszystkich cudach techniki – które może same w sobie nie są złe, ale powinien istnieć dla dziecka jeszcze jakiś inny świat poza nimi, jakieś inne formy aktywności oraz spędzania wolnego czasu…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też

Skończył się urlop macierzyński. Co dalej?

Udostępnij...000Skończył się urlop macierzyński. Wykorzystałaś już wszystkie możliwe dni, …