Strona główna Macierzyństwo Mały buntownik – szkoła przetrwania dla rodziców

Mały buntownik – szkoła przetrwania dla rodziców

13
0
Summary
0 %

Dzieci przechodzą wiele etapów rozwoju, podczas których kształtują swoją osobowość i charakter. Minie trochę czasu, zanim zrozumieją na czym polega komunikowanie się i uświadomienie sobie wielu rzeczy. Będą też momenty, kiedy w dziecku zrodzi się mały buntownik. Wahania nastrojów są czymś zupełnie naturalnym, ale niestety te „humory” to prawdziwa szkoła przetrwania dla rodziców.

Bunt

Pierwszym, prawdziwym postrachem rodziców jest bunt dwulatka. Wówczas maluch zaczyna protestować i mocno domagać się swego. Wszystko jest na „nie”. Nie założę tej bluzki, nie zjem obiadu, nie chcę takich butów, nie idę do babci. Lista kaprysów nie ma końca. Pamiętacie to? A może macie właśnie takiego małego „potworka” w domu? Nie poznajecie go, bo już nie jest kochanym aniołkiem jak kiedyś? Spokojnie – nikt Wam dziecka nie podmienił. Jego wahania nastrojów są czymś naturalnym. Przechodziłam przez to dwa razy (jeszcze jeden przede mną). Nauczona doświadczeniem dam Wam pewną radę. Myśląc „zrobił(a)bym dla niego wszystko” nie zapominajcie o jednym – nie dajcie sobie wejść na głowę. Okresy buntu będziecie przechodzić kilkakrotnie, a jeżeli już na samym początku nie postawicie jasnych granic – później będzie jeszcze gorzej.

Nie mów krzykiem, zachowaj spokój, bądź konsekwentna… Bla, bla, bla…

Wszystko niby takie oczywiste, prawda? Niestety dostosowanie się do tych zasad już takie proste nie jest. Czasem nawet niezliczone pokłady cierpliwości nie wystarczą. Ile razy krzyczycie w myślach „Aaaa!!! Zaraz oszaleję”? Spokojnie – każdy, kto ma dziecko, wie że cierpliwość niejednokrotnie wystawiana jest na próbę.

Kto, jak kto ale ja wiem o tym doskonale.Pod jednym dachem mam dwóch buntowników (i trzeciego w kolejce 😉 ). Razem, czy osobno – obydwaj potrafią porządnie dać w kość. Alek (9 lat) zrobił się strasznym mądralą, na wszystko ma odpowiedź, łapie za słówka, do tego jest uparty i zawsze chce mieć ostatnie zdanie. Mam wrażenie, że próbuje po prostu sprawdzać mój poziom wytrzymałości 😉 Mateusz (6 lat) to król fochów. Wydaje mu się, że obrażanie się jest sposobem na rozwiązanie wielu problemów. Swoje chwiejne nastroje demonstrują na zmianę – kiedy jeden ma lepszy dzień, drugi chodzi naburmuszony i dokuczliwy. Kłótnia wisi na włosku, a kiedy osiągnie kulminacyjny punkt, ja kapituluję i na pole bitwy wchodzi tata. Powiem Wam jedno – sprzeczek rodzeństwa nie unikniecie. Musicie tylko uzbroić się w naprawdę spore pokłady cierpliwości.

Tykająca bomba

Mając na pokładzie 6 i 9-latka o kłótnie w domu nie trudno. Ba! Konflikty między nimi mogą przybrać naprawdę pokaźne rozmiary. Oczywiście wszystkie teorie głoszą, że opanowanie i spokój rodziców są na wagę złota. Ja to wiem, ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że próba ujarzmienia tych łobuzów to walka z wiatrakami. Na szczęście zdaję sobie też sprawę, że zatkanie uszu na ich krzyki nie jest dobrym rozwiązaniem. Zapytacie, jaki mam zatem sposób na błogi spokój? Odpowiadam – nie mam. Chłopcy wchodzą w kolejne etapy rozwoju, a konflikty i ostre wymiany zdań między nimi są rzeczą zupełnie naturalną i choćbym nie wiadomo, jak się starała – kłótni między nimi się nie pozbędę. Ciągle szukam zatem sposobów na sprawiedliwe rozwiązywanie sporów. Wierzcie mi – łatwo nie jest. Mimo naprawdę szczerych chęci, czasami też potrafię wybuchnąć. Przemyślą, przyjdą, przeproszą mnie i siebie nawzajem, a potem znowu to samo. Przecież powód do kłótni zawsze jakiś się znajdzie…

Jak rozbroić bombę?

Najpierw zastanówcie się, dlaczego się kłócą. Jest wiele czynników zaostrzających konflikty – zazdrość, dokuczanie w szkole i potrzeba wyładowania gdzieś emocji, zmęczenie, głód, nuda… Starajcie się je eliminować. Nie faworyzujcie, traktujcie dzieci na równi, nie porównujcie ich do innych dzieci, najpierw wysłuchajcie argumentów jednej i drugiej strony, dopiero potem sprawiedliwie rozwiążcie konflikt. Szukajcie im wspólnych zajęć, czegoś co obojgu sprawia przyjemność (u nas piłka nożna) Rozmawiajcie. Dajcie dobry przykład – nie kłóćcie się przy dzieciach. Wspólnie spróbujcie sporządzić Regulamin Rodziny, pamiętając przy tym, że dotyczy on również Was. Konsekwencja w postępowaniu ma kluczowe znaczenie. W końcu przykład idzie z góry – od Was zależy, czy dzieci do ustalonych zasad podejdą poważnie.

Być cierpliwym…

Czy rodzic powinien być oazą spokoju? Powinien. Jednak pokłady rodzicielskiej cierpliwości to nie studnia bez dna. Uważajcie, żeby ta cierpliwość radykalnie nie spadła.

– prosty, ale skuteczny sposób – policzcie do 10 i głęboko oddychajcie

– pomyślcie, czy będąc np. w supermarkecie krzyknęlibyście na dziecko. Nie, absolutnie, co ludzie pomyślą… To dlaczego robić to w domu?

– czy Wasz nerwowy nastrój pomoże dziecku, czy wręcz przeciwnie – zburzy jego poczucie bezpieczeństwa?

– pamiętajcie, że gniew jest złym doradcą. Kiedy czujecie, że porządnie się w Was gotuje, odczekajcie chwilę i zastanówcie się, co chcecie powiedzieć dziecku

– nie zapominajcie, że to Wy jesteście nauczycielem swojego dziecka, Wy pokazujecie, jak wygląda świat i wskazujecie różne możliwości i sposoby rozwiązywania problemów

Bycie cierpliwym rodzicem nie jest łatwe.Troski, zmartwienia, i konieczność godzenia rodzicielskich obowiązków z życiem zawodowymi często sprawiają, że trudno zachować spokój. Zanim krzykniecie „Mam dość”, pomyślcie że to Wy jesteście przewodnikiem swojego dziecka. To, co dla Was może wydawać się frustrujące, dla dziecka jest kolejnym krokiem w poznawaniu świata. Dzieci w rodzicach poszukują odpowiedzi na nurtujące pytania, w domu wyrabiają swoje podejście do życia, formują wartości, kształtują nawyki. Pamiętajcie, że dzieciństwo jest fundamentem, na którym opiera się dorosłe życie. Od Was zależy, czy będzie on mocny i stabilny, czy chwiejny i niepewny.

 

🚫 Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć 🚫

 

Pokaż więcej podobnych postó
Pokaż więcej  Macierzyństwo

13 komentarzy

  1. Magda Ruba

    20 lutego 2017 at 15:10

    Ja wierzę w teorię, że każdy bunt to jednak etap rozwoju dziecka i ze kazdy bunt jest naturalny, potrzebny i ze tak ma byc, oczywiście warto reagować,przygotować sie do tych etapów, ale jednak spokojnie w miare możliwość do tego podchodzic. Moja córka 18m tez zaczyna swoje małe bunty mi serwować, póki co potrafie reagować, ale myslę, ze rodzic osiaga te etapy z dzieciakami:)

    Odpowiedz

    • Beata

      20 lutego 2017 at 15:22

      Całkowicie się z Tobą zgadzam. Polecam książkę „Próbowałam już wszystkiego” Isabelle Filliozat. Jest niesamowicie prawdziwa. Ja do niej często wracam i właśnie przypomniała mi, że z Filipkiem weszliśmy w etap „Tylko mam i nikt inny” 😉

      Odpowiedz

  2. jejmosc.pl

    20 lutego 2017 at 17:32

    mam nadzieję, że dziewczynki przechodzą łagodniej bunty, a przynajmniej, że moja będzie przechodzić łagodniej „)

    Odpowiedz

    • Beata

      20 lutego 2017 at 17:57

      Chyba nie ma reguły. Ile dzieci tyle charakterów 😉

      Odpowiedz

  3. Mama notuje

    20 lutego 2017 at 20:34

    Nikt tak nie wystawi twojej cierpliwości na próbę, jak twoje własne dzieci 😉
    Ja mam aktualnie dwóch buntowników, ale jakoś dajemy radę, chociaż czasemmuszę się odizolować na chwilę, żeby też nie wybuchnąć.

    Odpowiedz

    • Beata

      20 lutego 2017 at 21:02

      Oj,tak. W kwestii sprawdzania poziomu cierpliwości dzieciom zdecydowanie należy się medal 😉

      Odpowiedz

  4. Szufladopółka

    21 lutego 2017 at 09:42

    U mnie kłótni na razie nie ma, starsza – 6 lat młodsza rok i cztery miesiące, więc póki co jest miłość i wzajemna adoracja. Ale starsza córcia też potrafi się zbuntować i jak pomyślę, że niedługo młodsza będzie miała słynny okres zbuntowanego dwulatka, to chyba zwariuję 😉

    Odpowiedz

    • Beata

      21 lutego 2017 at 10:23

      Jeden już masz za sobą, to dasz radę 😉 Polecam książkę „Próbowałam już wszystkiego”. Czytałam już kilka razy i znowu do niej powróciłam. Jest naprawdę rewelacyjna 🙂

      Odpowiedz

  5. Zacisze Rozmaitości, Lidia

    21 lutego 2017 at 10:51

    Oczywiście, że każdy bunt to najzwyczajniejszy etap w rozwoju. No jakoś się ta nasza osobowość musi kształtować. Specjalnie piszę „nasza”, bo my też to przechodziliśmy, też przeciągaliśmy granice i też byliśmy nieznośni. A tak! I każde dziecko ma po prostu do tego prawo. My jako wspaniali, świadomi tego rodzice musimy przez to przebrnąć. Nigdy nie jest to łatwe. Czasem ciut lżejsze, ale z reguły idzie jak po grudzie. A jaka to świetna lekcja dla nas samych. Mamy niepowtarzalną okazję do trenowania cierpliwości, wyrozumiałości, mądrości. Wszystkich tych pięknych, cennych, wartościowych, czasem nieosiągalnych cech ludzkich. Przebrniemy na pewno. Każdy rodzic musi się z tym zmierzyć i wyjdzie z tego mniej lub bardziej obronną ręką i z pewnością o niebo silniejszy 🙂 Ważne tylko, by nie dać się ponieść emocjom, nerwom, napadom złości – bo te pojawiają się, nawet często. Jesteśmy tylko ludźmi, nie robotami! Złość, czasem frustracja jest ludzka. Ja zawsze praktykuję w takich chwilach moment odosobnienia – tak na „łapnięcie” oddechu. Po prostu zamknąć się w łazience, innym pokoju i przeczekać. Nawet jeśli nie udaje mi się zachować spokoju, zawsze tłumaczę moim krasnalom, że każdy człowiek ma prawo do złości. Ważne, żeby tę złość chwycić i wyrzucić za okno. I tyle 🙂 Pozdrawiam

    Odpowiedz

    • Beata

      21 lutego 2017 at 11:08

      W stu procentach się z Tobą zgadzam 🙂

      Odpowiedz

  6. busybook.pl

    28 lutego 2017 at 12:44

    Ja mam w domu Trzy i pół latkę i Siedmiolatka. Dają popalić… Skaczą sobie do oczu o każdą bzdurę. I ciągle tylko słyszę jak starszak wygania córkę ze swojego pokoju albo :,, Mamo, weź ją stąd!” Ręce opadają. A mamy starszych dzieci pocieszają, że będzie tylko gorzej. Fajny tekst!

    Odpowiedz

  7. Mama Migotka

    6 marca 2017 at 22:43

    przecytalam i sie troche przeraziłam, bo moja 3 miesieczna corka ma zadatki na takiego buntownika. Juz teraz gdy sie cos jej nie podoba to potrafi krzyknąć NIE! a co bedzie później?!

    Odpowiedz

    • Beata

      7 marca 2017 at 09:17

      A później będzie tylko mama mama, a jak mama zniknie z oczu to płacz. My jesteśmy właśnie na takim etapie. Czasami zastanawiam się, co gorsze – bunt, czy okropny płacz kiedy muszę gdzieś wyjść 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też

Skończył się urlop macierzyński. Co dalej?

Udostępnij...000Skończył się urlop macierzyński. Wykorzystałaś już wszystkie możliwe dni, …